*Perspektywa Nialla*
Ruszyłem w stronę magazynu. Już po dziesięciu minutach znalazłem się w środku pomieszczenia. Udałem się na strzelnicę i nie czekając długo, chwyciłem pistolet. Zaczęłam strzelać jeden pocisk po drugim. Miałem w dupie, że zniszczę manekiny. Musiałem się wyżyć. Musiałem zapomnieć. Ale jak to zrobić kiedy co chwilę przed oczami widziałem jej cudowny uśmiech. Te jej błyszczące oczy.
Potrząsnąłem głową. Odstawiłem pistolet i udałem się na kanapę. Chwyciłem spod stolika wódkę i nalałem sobie całą szklankę trunku. Wziąłem łyka i skrzywiłem się. Alkohol drażnił moje gardło, ale miałem to w dupie. Z każdym kolejnym łykiem czułem się coraz bardziej wyluzowany i pewny siebie.
Kiedy wypiłem całą butelkę wódki zaczęło mi się kręcić w głowie, a przed oczami widziałem mroczki. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Wyjąłem urządzenie i spojrzałem na ekran. Na ekranie widniał napis "Alex". Od razu odebrałem połączenie.
- Niall? Gdzie jesteś?
- Um.. - czknąłem - W magazynie.
- Ile wypiłeś? - zapytała.
- Nie dużo.
- Niall - przeciągnęła, wiedząc, że kłamię.
- No dobra. Tak jakoś całą butelkę - zaśmiałem się.
- Oszalałeś?! Harry zaraz po ciebie przyjdzie. Siedź i czekaj tam - warknęła.
- Oczywiście, skarbie. Dla ciebie wszystko - odpowiedziałem i rozłączyłem się.
*Perspektywa Alex*
- Oczywiście, skarbie. Dla ciebie wszystko - usłyszałam głos blondyna, a po tym rozmowa została zakończona.
Skarbie?
- I co? Gdzie jest? - do salonu wszedł Jai i Hazza.
- W magazynie. Prawdopodobnie zachlany w trzy dupy. Powiedziałam mu, że po niego przyjdziesz - odparłam, patrząc na Harry'ego.
- Dzięki - prychnął i biorąc kluczyki od auta, wyszedł z domu. Po wyjściu Harry'ego padłam na kanapę. Najpierw się wszystkiego czepia, potem siedzi cicho jak trusia, a teraz zachlewa się. Proszę państwa, oto Niall Horan!
- Wszystko w porządku, Lex? - obok mnie przysiadł się Jai.
- Tak, tylko po prostu się o niego martwię.
- Nie martw się. Na pewno w końcu się ustatkuje. Uwierz coś o tym wiem - prychnął.
- Też tak robiłeś? - podniosłam brew.
- Luke - odpowiedział, a ja westchnęłam.
- Musi ci być ciężko z powodu śmierci Luke'a.
- Dopóki mam Beau jest w porządku.
- Właśnie! Jak tam u mojego kochanego staruszka?
- On ma dwadzieścia jeden lat. Do starości mu jeszcze daleko - zaśmiał się.
- Nie wierze. Ty bronisz Beau! Przecież zawsze wyzywałeś go od kutasów - nie dowierzałam.
- Czas zmienia ludzi - odparł, a ja zrozumiałam o co mu chodzi.
- Wróciliśmy - zawołał Harry, który wraz z Lou trzymał pod ramionami Horana.
- Gdzie reszta? - spytałam Lou, kiedy usadowili Nialla na kanapie, niedaleko nas.
- Jus i Zayn wrócą jutro, w sumie ja i Hazz tak samo. Jedziemy do dziewczyn - mrugnął do mnie, a na moje usta wpłynął chamski uśmiech.
- Nie jestem gotowa być ciotką czwórki dzieci, Lou - powiedziałam, a on wybuchł śmiechem.
- Jakoś to przeżyjesz - mruknął i wyszedł z Harry'm z domu.
- Oh - wyleciało z moich ust.
- No siema! - zawołał Niall. - Jak tam mają się moje kochane gołąbeczki? - poruszał dziwnie brwiami.
- Niall, idź spać - mruknął Jai.
- Chcecie zostać sami? O, nie! - zakrył twarz dłońmi.
- Chodź Niall. Odprowadzę cię do pokoju - wstałam z kanapy, a blondyn od razu odkrył swoją twarz.
- Dobrze - mruknął i również wstał z kanapy. Wzięłam go pod ramię i jak najszybciej potrafiłam, zaciągnęłam go do jego pokoju. Posadziłam go na łóżku, a sama się przysiadłam obok niego.
- Wymyjesz mnie? - zapytał blondyn
- Co? Niall! - zachichotałam.
- To nic złego. Przecież widziałaś mnie już nago.
- Co nie oznacza, że cię wymyję! - pokazałam mu język.
- Jesteś egoistką, Lex - mruknął niezadowolony.
- Bywa - westchnęła i wstałam z łóżka. - Dobranoc Nialler.
- Dobranoc, Lex - mruknął i położył się na łóżku.
Jak dziecko.
Wyszłam z jego pokoju, delikatnie zamykając drzwi i zeszłam na dół.
- Zasnął - oznajmiłam Jaia, siadając obok niego.
- Dobrze. Co chcesz porobić? Jest dopiero dwudziesta.
- Możemy oglądnąć jakiś film, ale najpierw pójdę się wymyć, dobrze?
- Jasne. Jak coś to będę w ostatnim pokoju, po prawej stronie - mruknął, a ja kiwając głową, poszłam do swojego pokoju.
Prawie dostałam zawału, kiedy zauważyłam blondyna leżącego na moim łóżku.
Wyglądał tak słodko, że nie miałam serca go budzić. Jak najciszej potrafiłam, wzięłam moją piżamę oraz ręczniki i wyszłam z pokoju. Przeszłam kawałek i weszłam do pokoju Jaia.
- Mogę się u ciebie wymyć? - popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem.
- Jasne - mruknął, a ja weszłam do jego łazienki. Zamknęłam się na zamek i rozebrałam z dzisiejszych ciuchów.
Wzięłam szybki prysznic i równie szybko założyłam na siebie górę od bielizny oraz piżamę. Dzisiejsze ubrania wrzuciłam do jego kosza na brudy i wyszłam z łazienki. Jai leżał na kanapie w samych dresach i pisał coś na telefonie.
- Z kim piszesz? - zapytałam, siadając obok bruneta.
- Z Beau. Pozdrawia cię.
- Również go pozdrów - odpowiedziałam i wzięłam w dłonie laptopa chłopaka.
- Ej - pisnęłam, kiedy Jai zabrał mi jego laptopa.
- Ja wybieram film - wystawił mi język i zaczął przeglądać wszystkie filmy jakie miał na laptopie. - Oglądaj - powiedział, przyciągając mnie bliżej siebie, żebym widziała monitor. Położyłam głowę na jego ramieniu i zaczęłam oglądać film, którym okazało się "Paranormal Activity 3".
- Toby, idioto! - krzyknęłam kiedy Toby ściągnął dziewczynce kołdrę, a ona zaczęła piszczeć.
- Cii... - uciszył mnie Jai, który wciągnął się w oglądanie filmu.
Mnie już zaczął on nudzić, więc zaczęłam jeździć wskazującym palcem, prawej ręki po tatuażu psa, którego miał na prawej stronie, dołu brzucha.
Wszystkie tatuaże Jaia mnie w jakiś sposób fascynowały. Pamiętam, że już od najmniejszych lat chciałam zrobić sobie tatuaż.
- Przestań. To łaskocze - Jai wciągnął brzuch, próbując uniknąć łaskotania.
- Chcę mieć tatuaż - wypaliłam.
- Co? Ach, jaki?
- Chce mieć tatuaż, który będzie mi przypominał o każdym z was.
- To takie słodkie - powiedział przesłodzonym głosem.
- Shut up, Jai - mruknęłam, a on zachichotał.
- Już, spokojnie - podniósł dłonie do góry, na znak poddania się.
- Pójdę już. Jestem zmęczona - pocałowałam bruneta w policzek i wyszłam z jego pokoju.
- Dobranoc, Lex. Niech przyśni ci się ktoś tak przystojny jak ja - powiedział, a ja chichocząc pokiwałam głową.
- Dobrze, Jai - mruknęłam i wyszłam z jego pokoju.
Skierowałam się do swojego pokoju, gdzie blondyn nadal smacznie spał.
Delikatnie położyłam się obok niego i przykryłam nas kołdrą. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam w jego spokojną twarz. Miał delikatnie otwarte wargi, a jego blond włosy z widocznymi odrostami opadały mu na czoło. Odgarnęłam jego grzywkę na bok i przytuliłam się do blondyna. Zaciągając się jego zapachem, zasnęłam.
Nineteen
*Perspektywa Alex, dwa dni później*
Przez te dwa dni w ogóle nie rozmawiałam z Niallem. Owszem odwiedzał mnie w szpitalu razem z chłopakami, ale tylko na mnie patrzył. Wczoraj, gdy wychodziłam ze szpitala nie przyjechał razem z resztą, tylko siedział w domu. A gdy do niego dojechaliśmy ja od razu poszłam do siebie. Może i chciał ze mną porozmawiać, bo gdy stanęłam w salonie wstał z kanapy i ruszył w moją stronę, ale ja się szybko zmyłam. Zamknęłam się w pokoju i z nikim nie rozmawiałam do końca dnia. Nawet z Jai'em, który próbował wejść do mnie chyba ze 3 razy. Później on, jak i reszta chłopaków dali sobie spokój.
A teraz... Jest piątek rano, a ja leżę pod kołdrą i patrzę tępo w sufit. Nie mam ochoty wstawać, ani tym bardziej schodzić na dół. Dopiero teraz dotarło do mnie to, co się stało. Straciłam dziecko... Jedyną osóbkę, która pozostała mi po Liam'ie. Przepłakałam całą noc i płakałabym dalej, ale nie mam już siły. Oczy mnie pieką i są całe czerwone, a łzy już nie płyną. Możliwe, że już wszystko wypłakałam. Oczywiście nadal jestem zdołowana, ale muszę się z tym pogodzić. Liam może zostać jedynie w moim sercu...
Muszę wziąć się w garść. Nie mogę przecież całe życie płakać po zmarłym chłopaku. On na pewno by tego nie chciał. Chciałby abym żyła swoim życiem i ułożyła je sobie na nowo. Jestem tego pewna.
Wzięłam kilka głębokich wdechów i wygrzebałam się spod kołdry. Nie poprawiając pościeli skierowałam się do garderoby i stanęłam na środku. Rozejrzałam się dookoła zastanawiając się co ubrać. W końcu zdecydowałam się na czarne rurki, czarną bluzę z napisem ''Thank You'' i białe adidasy za kostkę. Wzięłam ciuchy w dłonie i powędrowałam do łazienki. Położyłam je na szafce, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę, która od razu orzeźwiła moje ciało. Po kilku minutach wyszłam i owinęłam się ręcznikiem. Stanęłam przy lustrze, popatrzyłam w swoje odbicie, a to co zobaczyłam lekko mnie przeraziło. Czerwone oczy i policzki, pusty wzrok i zero uśmiechu. Westchnęłam i pochyliłam się nad zlewem, odkręciłam kran i przemyłam sobie twarz. Nie spojrzałam ponownie w swoje odbicie tylko się po prostu odwróciłam. Wysuszyłam swoje ciało, następnie zakładając bieliznę i przygotowane ubrania. Otworzyłam szafkę z kosmetykami i wyciągnęłam z niej tusz do rzęs, błyszczyk, fluid i puder. Jakoś muszę zakryć te wory pod oczami. Podeszłam do lusterka i zaczęłam się malować. Po chwili byłam gotowa. Spryskałam się jakimiś perfumami i wyszłam od razu kierując się na dół. Już stąd słyszałam głos telewizora. Stanęłam w salonie i się rozejrzałam. Na kanapie siedział Niall i to właśnie on oglądał telewizję, a przy oknie stał Jai i rozmawiał z kimś przez telefon. Żaden z nich mnie nie zauważył więc przeszłam do kuchni niezauważona. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej butelkę, której się następnie napiłam. Zamknęłam lodówkę i się odwróciłam, a butelka, którą trzymałam w dłoni upadła na ziemię. Przede mną stał Jai i szeroko się uśmiechał. Położyłam dłoń na klatce piersiowej w miejscu, gdzie znajduje się serce i głęboko oddychałam.
- Chcesz mnie zabić? - zapytałam i spojrzałam na niego karcąco.
- Oj przesadzasz - zaśmiał się. Wywróciłam oczami i się od niego odsunęłam.
- Jak się czujesz? - spytałam po chwili i oparłam się o szafkę.
- Dobrze, już mnie tak nie boli - odpowiedział. - Głodna? - zmienił temat.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Zamówiłem chińszczyznę, będziesz jeść?
- Jeszcze się pytasz? Oczywiście, że będę - rzucam mu się na szyję - Uwielbiam ją - zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek.
- A ja uwielbiam ciebie wiesz? - uśmiechnął się, a ja pokiwałam głową i się trochę odsunęłam, bo chłopak zrobił się cały czerwony.
- Gorąco mi, wiesz? - powiedziałam bardziej pytając. Pokiwał głową, podszedł do okna i je otworzył. Stanęłam na wprost niego i poczułam chłodny wiatr owiewający moje ciało i dający ukojenie.
Po dziesięciu minutach bezczynnego stania i gapienia się w drzewa za oknem przeszłam do salonu. Nialla nigdzie nie było za to na jego miejscu siedział teraz Jai. Podeszłam do niego i usiadłam obok, a brunet szeroko się uśmiechnął. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi, więc Jai wstał i poszedł otworzyć, a po chwili wrócił z pudełkiem. Usiadł znów obok mnie i je otworzył. Do moich nozdrzy od razu dotarł cudowny zapach. Zaczęliśmy jeść, oglądając przy tym jakąś komedię i głośno się śmiejąc.
*Perspektywa Nialla*
Siedzę w swoim pokoju i co chwilę słyszę głośny śmiech Alex. Bardzo bym chciał abym to ja był tym przez którego się uśmiecha, ale jak na razie to jestem tym przez którego cierpi.
Eh Niall weź się w garść... - powiedziałem sam do siebie i wstałem. Skierowałam się do drzwi i znów usłyszałem jej cudowny śmiech. Stanąłem na środku schodów i na nich popatrzyłem. Widać, że Alex się z nim dobrze bawi.
Ze mną bawiła by się lepiej...
Wziąłem wdech i zszedłem na dół. Stanąłem obok kanapy i uśmiechnąłem się sztucznie.
- Co oglądacie? - spytałem, a ich wzrok spoczął na mojej osobie.
- 17 Again - odpowiedział chłopak. Kiwnąłem głową i usiadłem na fotelu i na nich popatrzyłem. Alex trzymała swoje nogi na nogach bruneta, a on je masował.
Co?
- Pooglądaj z nami - powiedziała dziewczyna.
- Nie, dzięki...I tak wychodzę - odpowiedziałem. Oczywiście skłamałem, bo nigdzie się nie wybieram, ale nie mam ochoty na nich patrzeć. Wstałem i poprawiłem spodnie, skierowałem się do drzwi, ale zatrzymał mnie głos Alex.
- Niall...
- Tak?
- Gdzie idziesz? - spytała, a ja wypuściłem powietrze z ust, które się we mnie zatrzymało.
- Muszę coś załatwić - odpowiedziałem krótko pierwsze co przyszło mi na myśl. Kiwnęła głową i powróciła do oglądania. Westchnąłem pod nosem, założyłem buty i wyszedłem z domu trzaskając drzwiami.
Kierunek? Magazyn...
Przez te dwa dni w ogóle nie rozmawiałam z Niallem. Owszem odwiedzał mnie w szpitalu razem z chłopakami, ale tylko na mnie patrzył. Wczoraj, gdy wychodziłam ze szpitala nie przyjechał razem z resztą, tylko siedział w domu. A gdy do niego dojechaliśmy ja od razu poszłam do siebie. Może i chciał ze mną porozmawiać, bo gdy stanęłam w salonie wstał z kanapy i ruszył w moją stronę, ale ja się szybko zmyłam. Zamknęłam się w pokoju i z nikim nie rozmawiałam do końca dnia. Nawet z Jai'em, który próbował wejść do mnie chyba ze 3 razy. Później on, jak i reszta chłopaków dali sobie spokój.
A teraz... Jest piątek rano, a ja leżę pod kołdrą i patrzę tępo w sufit. Nie mam ochoty wstawać, ani tym bardziej schodzić na dół. Dopiero teraz dotarło do mnie to, co się stało. Straciłam dziecko... Jedyną osóbkę, która pozostała mi po Liam'ie. Przepłakałam całą noc i płakałabym dalej, ale nie mam już siły. Oczy mnie pieką i są całe czerwone, a łzy już nie płyną. Możliwe, że już wszystko wypłakałam. Oczywiście nadal jestem zdołowana, ale muszę się z tym pogodzić. Liam może zostać jedynie w moim sercu...
Muszę wziąć się w garść. Nie mogę przecież całe życie płakać po zmarłym chłopaku. On na pewno by tego nie chciał. Chciałby abym żyła swoim życiem i ułożyła je sobie na nowo. Jestem tego pewna.
Wzięłam kilka głębokich wdechów i wygrzebałam się spod kołdry. Nie poprawiając pościeli skierowałam się do garderoby i stanęłam na środku. Rozejrzałam się dookoła zastanawiając się co ubrać. W końcu zdecydowałam się na czarne rurki, czarną bluzę z napisem ''Thank You'' i białe adidasy za kostkę. Wzięłam ciuchy w dłonie i powędrowałam do łazienki. Położyłam je na szafce, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę, która od razu orzeźwiła moje ciało. Po kilku minutach wyszłam i owinęłam się ręcznikiem. Stanęłam przy lustrze, popatrzyłam w swoje odbicie, a to co zobaczyłam lekko mnie przeraziło. Czerwone oczy i policzki, pusty wzrok i zero uśmiechu. Westchnęłam i pochyliłam się nad zlewem, odkręciłam kran i przemyłam sobie twarz. Nie spojrzałam ponownie w swoje odbicie tylko się po prostu odwróciłam. Wysuszyłam swoje ciało, następnie zakładając bieliznę i przygotowane ubrania. Otworzyłam szafkę z kosmetykami i wyciągnęłam z niej tusz do rzęs, błyszczyk, fluid i puder. Jakoś muszę zakryć te wory pod oczami. Podeszłam do lusterka i zaczęłam się malować. Po chwili byłam gotowa. Spryskałam się jakimiś perfumami i wyszłam od razu kierując się na dół. Już stąd słyszałam głos telewizora. Stanęłam w salonie i się rozejrzałam. Na kanapie siedział Niall i to właśnie on oglądał telewizję, a przy oknie stał Jai i rozmawiał z kimś przez telefon. Żaden z nich mnie nie zauważył więc przeszłam do kuchni niezauważona. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej butelkę, której się następnie napiłam. Zamknęłam lodówkę i się odwróciłam, a butelka, którą trzymałam w dłoni upadła na ziemię. Przede mną stał Jai i szeroko się uśmiechał. Położyłam dłoń na klatce piersiowej w miejscu, gdzie znajduje się serce i głęboko oddychałam.
- Chcesz mnie zabić? - zapytałam i spojrzałam na niego karcąco.
- Oj przesadzasz - zaśmiał się. Wywróciłam oczami i się od niego odsunęłam.
- Jak się czujesz? - spytałam po chwili i oparłam się o szafkę.
- Dobrze, już mnie tak nie boli - odpowiedział. - Głodna? - zmienił temat.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Zamówiłem chińszczyznę, będziesz jeść?
- Jeszcze się pytasz? Oczywiście, że będę - rzucam mu się na szyję - Uwielbiam ją - zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek.
- A ja uwielbiam ciebie wiesz? - uśmiechnął się, a ja pokiwałam głową i się trochę odsunęłam, bo chłopak zrobił się cały czerwony.
- Gorąco mi, wiesz? - powiedziałam bardziej pytając. Pokiwał głową, podszedł do okna i je otworzył. Stanęłam na wprost niego i poczułam chłodny wiatr owiewający moje ciało i dający ukojenie.
Po dziesięciu minutach bezczynnego stania i gapienia się w drzewa za oknem przeszłam do salonu. Nialla nigdzie nie było za to na jego miejscu siedział teraz Jai. Podeszłam do niego i usiadłam obok, a brunet szeroko się uśmiechnął. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi, więc Jai wstał i poszedł otworzyć, a po chwili wrócił z pudełkiem. Usiadł znów obok mnie i je otworzył. Do moich nozdrzy od razu dotarł cudowny zapach. Zaczęliśmy jeść, oglądając przy tym jakąś komedię i głośno się śmiejąc.
*Perspektywa Nialla*
Siedzę w swoim pokoju i co chwilę słyszę głośny śmiech Alex. Bardzo bym chciał abym to ja był tym przez którego się uśmiecha, ale jak na razie to jestem tym przez którego cierpi.
Eh Niall weź się w garść... - powiedziałem sam do siebie i wstałem. Skierowałam się do drzwi i znów usłyszałem jej cudowny śmiech. Stanąłem na środku schodów i na nich popatrzyłem. Widać, że Alex się z nim dobrze bawi.
Ze mną bawiła by się lepiej...
Wziąłem wdech i zszedłem na dół. Stanąłem obok kanapy i uśmiechnąłem się sztucznie.
- Co oglądacie? - spytałem, a ich wzrok spoczął na mojej osobie.
- 17 Again - odpowiedział chłopak. Kiwnąłem głową i usiadłem na fotelu i na nich popatrzyłem. Alex trzymała swoje nogi na nogach bruneta, a on je masował.
Co?
- Pooglądaj z nami - powiedziała dziewczyna.
- Nie, dzięki...I tak wychodzę - odpowiedziałem. Oczywiście skłamałem, bo nigdzie się nie wybieram, ale nie mam ochoty na nich patrzeć. Wstałem i poprawiłem spodnie, skierowałem się do drzwi, ale zatrzymał mnie głos Alex.
- Niall...
- Tak?
- Gdzie idziesz? - spytała, a ja wypuściłem powietrze z ust, które się we mnie zatrzymało.
- Muszę coś załatwić - odpowiedziałem krótko pierwsze co przyszło mi na myśl. Kiwnęła głową i powróciła do oglądania. Westchnąłem pod nosem, założyłem buty i wyszedłem z domu trzaskając drzwiami.
Kierunek? Magazyn...
Eighteen
*Perspektywa Alex*
Otworzyłam je i ujrzałam chłopaków, Nialla z pistoletem w ręku oraz Jaia stojącego naprzeciwko Nialla, trzymając się za krwawiące, prawe ramię.
Od razu podbiegłam do bruneta i zabrałam go doktora, żeby opatrzył ramię brązowookiego. W końcu gdy dotarliśmy do sali, lekarz od razu mnie ochrzanił za to, że wstałam z łóżka i kazał mi wrócić do sali. Niechętnie wróciłam do swojej sali, w której byli już chłopacy. Nic nie mówiąc weszłam na łóżko i przykryłam się kołdrą. Następnie wzięłam duży wdech i krzyknęłam na całą salę:
- Czy ciebie pojebało?! Wiesz, że mogłeś go zabić?! Co ci się stało? Od kiedy wyjechaliśmy do Wolverhampton, zmieniłeś się!!
- Panno Bieber, proszę się uspokoić - do sali weszła pielęgniarka, patrząc na mnie karcącym spojrzeniem.
Mruknęłam ciche "przepraszam" i pozwoliłam kobiecie ponownie przypiąć mnie do rurek.
- Wie pani kiedy będę mogła stąd wyjść?
- Jutro - odparła krótko i wyszła z sali.
Już miałam ponownie nakrzyczeć na Nialla, gdy zobaczyłam Jaia przed salą. Spod rękawa jego bluzki było można dostrzec kawałek bandażu. Spojrzałam groźnie na Nialla i kiwnęłam w stronę Jaia na znak, że może wejść do środka. Chłopak skrzywił się, gdy podniósł prawą rękę.
Zajebię cię, Horan!
Pociągnął klamkę w dół i wszedł do środka sali, zamykając za sobą drzwi.
- Cześć - mruknął
- Cześć, jak twoje ramię? Bardzo boli?
- Trochę - odparł i usiadł po lewej stronie łóżka.
- To może my was zostawimy samych.. - zaproponował Zayn, a ja w duchu podziękowałam mu za to pytanie.
- Dziękuję - powiedziałam, a chłopaki zaczęli wychodzić z sali.
Nialla oczywiście musieli wyprowadzić siłą, bo on się uparł, że chce zostać.
- Przepraszam za niego. On naprawdę jest inny. Nie wiem co ostatnio w niego wstąpiło.
- Coś sądzę, że chyba wiem co to takiego - spojrzał na mnie, a ja zmarszczyłam brwi.
- Co?
- Nie zauważyłaś, że gdy jesteśmy razem Horan od razu się wkurza? - zapytał z dziwnym uśmiechem.
- Horan zazdrosny?! Zwariowałeś? - wybuchłam śmiechem.
- To są tylko moje przypuszczenia - mruknął i splótł nasze dłonie razem.
Spojrzałam na nie i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Dziękuję.
- Za co? - odparł zdziwiony.
- Za to, że jesteś. Odkąd Liam umarł, nawet Harry nie umiał zapełnić pustki w moim sercu. Ty to potrafisz. Przy tobie czuję się inaczej. Dziękuję - nachyliłam się i cmoknęłam policzek bruneta, który po chwili zróżowił się. - Nie wierzę. Jai Domenic Brooks się rumieni? - zaśmiałam się.
- Nie prawda! - też się zaśmiał, a ja poczułam się lżej.
Wszystkie moje dotychczasowe problemy znikły.
*Perspektywa Nialla*
- Koniec odwiedzin! - wpadłem do sali i już miałem wyrzucić Jaia z sali, lecz Alex szybko zareagowała.
- Dotknij go, to obiecuję, że utnę ci jaja, a później cię nimi uduszę - syknęła, a ja wraz z brunetem zrobiłem zdziwione miny.
Zirytowany odsunąłem się od chłopaka i usiadłem na kanapę z naburmuszoną miną. Po chwili do sali weszła reszta. Również usiedli na kanapie i spojrzeli na Jaia.
- Słuchaj - zaczął Justin. - Wraz z chłopakami postanowiliśmy zaproponować ci pewną propozycję.
- Jaką? - Jai, zaciekawiony poprawił się na krześle.
- Dołącz się ponownie do naszego gangu - powiedział, a ja przewróciłem wzrokiem.
- Jai nie... - Alex nie dokończyła, bo Jai jej przerwał.
Kobietom się nie przerywa, frajerze!
- Sam to robisz, debilu - odezwało się moje drugie ja, na co prychnąłem pod nosem.
- Zgadzam się - Jai odparł pewny siebie, a chłopaki, oprócz oczywiście mnie, uśmiechnęli się.
- W takim razie witaj ponownie w gangu - Jus podszedł do Jaia i uściskali się po męsku, na co ponownie przewróciłem oczami.
- Jeszcze jedno... - ponownie zabrał głos Justin.
- Co?
- Od dziś mieszkasz u nas. Nie możemy pozwolić, żeby coś ci się stało jak będziesz mieszkał w Wolverhampton - dokończył Jus, a ja jęknąłem.
- No, ok. To jadę do Wolverhampton po rzeczy.
- Pojadę z tobą - odparł Louis, a ja już wiedziałem, że Lou coś knuje.
- Do zobaczenia Lex - Jai szybko musnął czoło Alex i wraz z Louisem wyszli z sali.
- Nareszcie! - westchnąłem, na co Alex zgromiła mnie wzrokiem.
- Co on ci takiego zrobił, że go tak nienawidzisz?! - warknęła.
Co zrobił?! Odebrał mi jedyną osobę, dla której jestem w stanie oddać życie!
- Nie ważne - wymruczałem i bez słowa wyszedłem z sali, a następnie szpitala.
Od godziny chodziłem po parku, zastanawiając się czy rzeczywiście Alex jest wybranką mojego serca. Mimo tego, że jej obecność przyprawiała mnie o motylki w brzuchu, jej dotyk rozgrzewał moje ciało do gorąca, jej uśmiech sprawiał, że i również ja się uśmiechałem, nadal nie byłem pewny czy to uczucie jest prawdziwe. Nagle poczułem ściśnięcie w sercu, a przed moimi oczami pojawił się widok zapłakanej Alex trzy lata temu. Moje oczy się zaszkliły.
Nienawidziłem siebie za to co jej zrobiłem. Od tamtego czasu obiecałem sobie, że nigdy jej nie skrzywdzę, a robię to na każdym kroku, kiedy ten dupek jest obok niej. Relacja między Alex i Jai'em wkurwiała mnie niemiłosiernie. Doskonale wiedziałem, że są oni jedynie przyjaciółmi, i że nic ich nigdy nie połączy, ale moje serce twierdziło co innego. Wytarłem moje załzawione oczy i ruszyłem z powrotem do szpitala.
Oby mi wybaczyła.
Otworzyłam je i ujrzałam chłopaków, Nialla z pistoletem w ręku oraz Jaia stojącego naprzeciwko Nialla, trzymając się za krwawiące, prawe ramię.
Od razu podbiegłam do bruneta i zabrałam go doktora, żeby opatrzył ramię brązowookiego. W końcu gdy dotarliśmy do sali, lekarz od razu mnie ochrzanił za to, że wstałam z łóżka i kazał mi wrócić do sali. Niechętnie wróciłam do swojej sali, w której byli już chłopacy. Nic nie mówiąc weszłam na łóżko i przykryłam się kołdrą. Następnie wzięłam duży wdech i krzyknęłam na całą salę:
- Czy ciebie pojebało?! Wiesz, że mogłeś go zabić?! Co ci się stało? Od kiedy wyjechaliśmy do Wolverhampton, zmieniłeś się!!
- Panno Bieber, proszę się uspokoić - do sali weszła pielęgniarka, patrząc na mnie karcącym spojrzeniem.
Mruknęłam ciche "przepraszam" i pozwoliłam kobiecie ponownie przypiąć mnie do rurek.
- Wie pani kiedy będę mogła stąd wyjść?
- Jutro - odparła krótko i wyszła z sali.
Już miałam ponownie nakrzyczeć na Nialla, gdy zobaczyłam Jaia przed salą. Spod rękawa jego bluzki było można dostrzec kawałek bandażu. Spojrzałam groźnie na Nialla i kiwnęłam w stronę Jaia na znak, że może wejść do środka. Chłopak skrzywił się, gdy podniósł prawą rękę.
Zajebię cię, Horan!
Pociągnął klamkę w dół i wszedł do środka sali, zamykając za sobą drzwi.
- Cześć - mruknął
- Cześć, jak twoje ramię? Bardzo boli?
- Trochę - odparł i usiadł po lewej stronie łóżka.
- To może my was zostawimy samych.. - zaproponował Zayn, a ja w duchu podziękowałam mu za to pytanie.
- Dziękuję - powiedziałam, a chłopaki zaczęli wychodzić z sali.
Nialla oczywiście musieli wyprowadzić siłą, bo on się uparł, że chce zostać.
- Przepraszam za niego. On naprawdę jest inny. Nie wiem co ostatnio w niego wstąpiło.
- Coś sądzę, że chyba wiem co to takiego - spojrzał na mnie, a ja zmarszczyłam brwi.
- Co?
- Nie zauważyłaś, że gdy jesteśmy razem Horan od razu się wkurza? - zapytał z dziwnym uśmiechem.
![]() |
| Jai i Alex ♥ |
- To są tylko moje przypuszczenia - mruknął i splótł nasze dłonie razem.
Spojrzałam na nie i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Dziękuję.
- Za co? - odparł zdziwiony.
- Za to, że jesteś. Odkąd Liam umarł, nawet Harry nie umiał zapełnić pustki w moim sercu. Ty to potrafisz. Przy tobie czuję się inaczej. Dziękuję - nachyliłam się i cmoknęłam policzek bruneta, który po chwili zróżowił się. - Nie wierzę. Jai Domenic Brooks się rumieni? - zaśmiałam się.
- Nie prawda! - też się zaśmiał, a ja poczułam się lżej.
Wszystkie moje dotychczasowe problemy znikły.
*Perspektywa Nialla*
- Koniec odwiedzin! - wpadłem do sali i już miałem wyrzucić Jaia z sali, lecz Alex szybko zareagowała.
- Dotknij go, to obiecuję, że utnę ci jaja, a później cię nimi uduszę - syknęła, a ja wraz z brunetem zrobiłem zdziwione miny.
Zirytowany odsunąłem się od chłopaka i usiadłem na kanapę z naburmuszoną miną. Po chwili do sali weszła reszta. Również usiedli na kanapie i spojrzeli na Jaia.
- Słuchaj - zaczął Justin. - Wraz z chłopakami postanowiliśmy zaproponować ci pewną propozycję.
- Jaką? - Jai, zaciekawiony poprawił się na krześle.
- Dołącz się ponownie do naszego gangu - powiedział, a ja przewróciłem wzrokiem.
- Jai nie... - Alex nie dokończyła, bo Jai jej przerwał.
Kobietom się nie przerywa, frajerze!
- Sam to robisz, debilu - odezwało się moje drugie ja, na co prychnąłem pod nosem.
- Zgadzam się - Jai odparł pewny siebie, a chłopaki, oprócz oczywiście mnie, uśmiechnęli się.
- W takim razie witaj ponownie w gangu - Jus podszedł do Jaia i uściskali się po męsku, na co ponownie przewróciłem oczami.
- Jeszcze jedno... - ponownie zabrał głos Justin.
- Co?
- Od dziś mieszkasz u nas. Nie możemy pozwolić, żeby coś ci się stało jak będziesz mieszkał w Wolverhampton - dokończył Jus, a ja jęknąłem.
- No, ok. To jadę do Wolverhampton po rzeczy.
- Pojadę z tobą - odparł Louis, a ja już wiedziałem, że Lou coś knuje.
- Do zobaczenia Lex - Jai szybko musnął czoło Alex i wraz z Louisem wyszli z sali.
- Nareszcie! - westchnąłem, na co Alex zgromiła mnie wzrokiem.
- Co on ci takiego zrobił, że go tak nienawidzisz?! - warknęła.
Co zrobił?! Odebrał mi jedyną osobę, dla której jestem w stanie oddać życie!
- Nie ważne - wymruczałem i bez słowa wyszedłem z sali, a następnie szpitala.
Od godziny chodziłem po parku, zastanawiając się czy rzeczywiście Alex jest wybranką mojego serca. Mimo tego, że jej obecność przyprawiała mnie o motylki w brzuchu, jej dotyk rozgrzewał moje ciało do gorąca, jej uśmiech sprawiał, że i również ja się uśmiechałem, nadal nie byłem pewny czy to uczucie jest prawdziwe. Nagle poczułem ściśnięcie w sercu, a przed moimi oczami pojawił się widok zapłakanej Alex trzy lata temu. Moje oczy się zaszkliły.
Nienawidziłem siebie za to co jej zrobiłem. Od tamtego czasu obiecałem sobie, że nigdy jej nie skrzywdzę, a robię to na każdym kroku, kiedy ten dupek jest obok niej. Relacja między Alex i Jai'em wkurwiała mnie niemiłosiernie. Doskonale wiedziałem, że są oni jedynie przyjaciółmi, i że nic ich nigdy nie połączy, ale moje serce twierdziło co innego. Wytarłem moje załzawione oczy i ruszyłem z powrotem do szpitala.
Oby mi wybaczyła.
----------------------------------------
Od autora:
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Wiem, że rozdział jest do dupy, ale wraz z Violette staram się pisać najlepiej jak potrafię.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie ♥
Od autora:
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Wiem, że rozdział jest do dupy, ale wraz z Violette staram się pisać najlepiej jak potrafię.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie ♥
Seventeen
W przedpokoju stał Niall, który celował pistoletem w Luke'a i Daniela. Luke i Daniel stali i nie ruszali się jakby ich sparaliżowało.
- Niall! - warknęłam z oczami pełnymi łez. - Odłóż ten jebany pistolet - podeszłam do blondyna i dotknęłam jego ramienia.
- Nie będziesz mi rozkazywać! - odwarknął i odepchnął mnie na ziemie.
Upadłam na brzuch z ogromną siłą. Od razu poczułam ból w moim podbrzuszu.
Ból coraz bardziej się nasilał. Zaczęłam płakać. Harry, który nawet nie wiem skąd się wziął, podszedł do mnie i bez słowa wyniósł mnie z domu, następnie wsadzając do jego auta. On sam usiadł na miejscu kierowcy i ruszył z piskiem opon w nieznane mi miejsce.
Po chwili okazało się, że Harry zawiózł mnie do szpitala. Szybkim ruchem wyjął mnie z auta i popędził do środka szpitala. Usadowił mnie na krześle w poczekalni, a sam podszedł do recepcjonistki. Zaczął jej coś tłumaczyć, energicznie machając rękoma. W końcu recepcjonistka wyszła ze swojego miejsca pracy i podeszła do mnie, zaprowadzając mnie do sali.
- Nie będziesz mi rozkazywać! - odwarknął i odepchnął mnie na ziemie.
Upadłam na brzuch z ogromną siłą. Od razu poczułam ból w moim podbrzuszu.
Ból coraz bardziej się nasilał. Zaczęłam płakać. Harry, który nawet nie wiem skąd się wziął, podszedł do mnie i bez słowa wyniósł mnie z domu, następnie wsadzając do jego auta. On sam usiadł na miejscu kierowcy i ruszył z piskiem opon w nieznane mi miejsce.
Po chwili okazało się, że Harry zawiózł mnie do szpitala. Szybkim ruchem wyjął mnie z auta i popędził do środka szpitala. Usadowił mnie na krześle w poczekalni, a sam podszedł do recepcjonistki. Zaczął jej coś tłumaczyć, energicznie machając rękoma. W końcu recepcjonistka wyszła ze swojego miejsca pracy i podeszła do mnie, zaprowadzając mnie do sali.
Kazała mi się położyć na łóżku i czekać na lekarza. Harry w sekundę znalazł się obok mnie.
- Obiecuję, że jeżeli przez niego twoje dziecko nie żyje, to go zabiję własnymi rękoma - poinformował mnie Harry, ściskając moje dłonie.
W końcu do sali wszedł lekarz. Grzecznie wyprosił Harry'ego z sali zaczął robić mi badanie USG. Gdy starł z mojego nadal bolącego brzucha zimną maź, odłożył sprzęt i z niezbyt zadowoloną miną spojrzał na mnie.
- Niestety, ale płód nie żyję. Trzeba jak najszybciej je wyjąć, więc zabierzemy panią na salę operacji. Proszę tu poczekać. Zaraz przyjdzie do pani pielęgniarka z wózkiem i zawiezie panią na sale operacji - powiedział lekarz, a ja nawet nie czekając na jego wyjście, zaczęłam płakać.
Po wyjściu lekarza, Harry dosłownie wbiegł do sali, a gdy zobaczył mnie płaczącą od razu do mnie podszedł i przytulił.
- Nie żyje. Płód nie żyje! - łkałam w ramie bruneta.
Nagle do sali weszła pielęgniarka wraz z wózkiem. Odsunęłam się od Harry'ego i usiadłam na wózku. Pielęgniarka wywiozła mnie z sali i zaczęła kierować się w stronę sali operacyjnej.
*Dwie godziny później*
Obudziłam się i otworzyłam oczy, ale on razu je zamknęłam. Światło szpitalne totalnie mnie oślepiło. Po chwili ponownie otworzyłam oczy i zaczęłam energicznie mrugać. Podniosłam się na łokciach i zobaczyłam, że jestem w sali.
Chłopaki wraz z Niallem siedzieli przed salą. Mój i Justina wzrok się spotkał, przez co chłopaki weszli do mojej sali.
- Alex - zaczął Niall, gdy chłopaki zajęli miejsce na kanapie.
- Zamilcz. Ja teraz mówię - powiedziałam, a blondyn skinął głową. - Jesteś kutasem, Niall. Przez twoje ostatnie posrane humorki straciłam dziecko, dziecko Liama!
- Alex, daj mi to wyjaśnić.
- Masz pięć minut - syknęłam.
- Luke i Jai byli w gangu Daniela. To Daniel wysyłał do ciebie anonimowe smsy, o tym, że chce nas zabić - powiedział, a mnie zatkało.
- Pierdolisz. Jai nigdy nie byłby w gangu. Co innego Luke, ale nie Jai.
- Jai i Daniel byli kiedyś u nas w gangu, ale nie na długo. Po około miesiącu Luke przeciągnął Jaia i Daniela na swoją stronę i mianował Dana szefem - powiedział Justin.
- W takim razie jaki jest ich powód naszej śmierci?
- Po tym jak Luke odebrał na Jaia i Dana, którzy mieli zajebiste zdolności zabiliśmy brata Dana - ponownie odezwał się Jus.
- W takim razie dlaczego oni chcą zabić mnie?
- Ponieważ wybrałaś Liama zamiast Luke'a. Tak więc Luke i Dan mieli wspólny cel - zakończył Jus, a przed moimi oczami pojawił się obraz Liama w kałuży krwi.
- Co się stało z nimi? Zabiłeś ich? - skierowałam pytanie do Nialla.
- Luke'a i Dana tak. Jaia zostawiłem w spokoju, ale nie wiem czy był to dobry pomysł - warknął, kiedy zobaczył Jaia czekającego przed moją salą.
- Zamknij mordę, a teraz proszę wyjdźcie z sali i dajcie mi porozmawiać z Jai'em - poprosiłam, a chłopaki wyszli z sali, pozwalając brunetowi wejść do środka.
- Cześć - powiedział speszony.
- Cześć.
- Czy mogę ci to wszystko wyjaśnić? Znając chłopaków pewnie ci powiedzieli o mojej przeszłości.
- Możesz.
- Jeżeli chodzi o gang, to u twojego brata było mi na prawdę dobrze, ale kiedy Luke powiedział, że wraz z Danem mam od nich odejść na początku się sprzeciwiłem, ale Luke zaczął mi groził, że jeżeli nie odejdę to zabiję moją mamę, a potem mnie. Tak, więc nie miałem innego wyjścia. Co to tych wiadomości, to nie był mój pomysł. Musiałem robić to co dyktował mi Luke i Dan, bo ponownie mi grozili, lecz kiedy do mnie przyjechałaś... po prostu nie mogłem nadal tego ciągnąć. Wiedziałem, że zrobię wszystko żeby cię ochronić. Niestety dzisiaj nie zbyt mi to wyszło - odparł smutny.
- Kutas - warknęłam.
- Ja? - zapytał zdziwiony.
- Nie, Luke. Jak on mógł ci grozić, że zabiję ciocię Giny i ciebie! Do cholery przecież byliście jego jedyną rodziną!
- Uspokój się! - dotknął mojego ramienia, a ja powoli zaczęłam się uspokajać.
- Tak więc, wybaczysz mi? - zapytał błagalnym głosem.
- Każdy zasługuje na drugą szansę, ale daj mi trochę czasu na pozbieranie myśli, ok?
- Jasne. Do zobaczenia - pomachał mi i wyszedł z sali.
Po wyjściu Jaia, Niall wpadł do sali jak błyskawica. Spojrzałam na niego spod byka i poczekałam aż reszta ponownie wejdzie i się usadowi.
- Co on chciał? - syknął Niall.
- Z tobą nie rozmawiam - mruknęłam i spojrzałam na resztę.
- Powiesz nam, co chciał od ciebie Jai? - zapytał Louis.
Jedyny normalny.
- Opowiedział mi wszystko o swojej przeszłości i przeprosił.
- Wybaczyłaś mu?! - krzyknął na całą salę rozzłoszczony Niall.
- Tak jak wam mówiłam, przeprosił mnie, ale poprosiłam go o czas do pozbierania myśli - zakończyłam i podwyższając sobie poduszkę, położyłam się i usnęłam.
Siedziałam z Liamem na kanapie w jego domu, a przed nami stali zestresowani Jai, Luke, Daniel, Beau oraz James. Kiedy muzyka zaczęła grać z głośników, wyprostowałam się i z zainteresowaniem wsłuchałam się w słowa piosenki.
W końcu przyszedł czas Jaia. Spojrzałam na niego, a on zaczął do mnie śpiewać swoją część.
"Hey, you know me,
I could be the one that you call.
Oh, oh, oh, oh.
Cause by now, you know me,
I'll be right there whenever you want."*
Podczas gdy Jai śpiewał, widziałam jak Luke patrzył na niego z mordem w oczach. Gdy piosenka się skończyła, wstałam z kanapy i podeszłam do chłopaków, przytulając ich wszystkich. Będąc w ramionach Jaia, chłopak dyskretnie złożył delikatny pocałunek w prawym kącie moich ust i oddalił się ode mnie. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wróciłam do Liama. Usiadłam znów obok niego i wtuliłam w jego ramię. Objął mnie ręką i splótł nasze palce, układając nasze dłonie na moim udzie. Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam przede mną stał Jai. Wstałam i do niego podeszłam.
''Możemy porozmawiać?'' - spytał, a ja kiwnęłam głową i poszłam z nim w bardziej spokojne miejsce. Znaczy...W miejsce, w którym nikt nie będzie podsłuchiwał. Stanęłam przed nim i założyłam ręce na piersi, patrzyłam na niego wyczekująco.
''Alex, bo ja muszę ci coś powiedzieć...Bo ja...cię...''
Otworzyłam nagle oczy obudzona głośnym krzykiem. Rozejrzałam się dookoła, a głosy znów się powtórzyły, ale tym razem głośniejsze. Przetarłam oczy. Nikogo nie było w mojej sali, ale zobaczyłam przez uchylone drzwi chłopaków. Chciałam się podnieść, ale niestety nie mogłam przez te rurki przyczepione do mojej ręki. Warknęłam sama do siebie i spróbowałam coś powiedzieć, ale zamiast słów z moich ust wydobył się dziwny szmer. Głosy stawały się coraz głośniejsze i było ich coraz więcej. Nie mogłam wyłapać zdań oprócz pojedynczych słów typu ''zabiję go'' i ''jak on mógł''. Nie wiedziałam o co chodzi i nie byłam w stanie rozpoznać głosów. Byłam pewna, że głównym głosem jest głos Nialla i Jaia. Po chwili nastała cisza i kiedy myślałam, że wszyscy poszli rozległ się strzał. Nie myśląc wiele oderwałam rurki od ciała i wstałam z łóżka, biegiem ruszyłam do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam...
- Obiecuję, że jeżeli przez niego twoje dziecko nie żyje, to go zabiję własnymi rękoma - poinformował mnie Harry, ściskając moje dłonie.
W końcu do sali wszedł lekarz. Grzecznie wyprosił Harry'ego z sali zaczął robić mi badanie USG. Gdy starł z mojego nadal bolącego brzucha zimną maź, odłożył sprzęt i z niezbyt zadowoloną miną spojrzał na mnie.
- Niestety, ale płód nie żyję. Trzeba jak najszybciej je wyjąć, więc zabierzemy panią na salę operacji. Proszę tu poczekać. Zaraz przyjdzie do pani pielęgniarka z wózkiem i zawiezie panią na sale operacji - powiedział lekarz, a ja nawet nie czekając na jego wyjście, zaczęłam płakać.
Po wyjściu lekarza, Harry dosłownie wbiegł do sali, a gdy zobaczył mnie płaczącą od razu do mnie podszedł i przytulił.
- Nie żyje. Płód nie żyje! - łkałam w ramie bruneta.
Nagle do sali weszła pielęgniarka wraz z wózkiem. Odsunęłam się od Harry'ego i usiadłam na wózku. Pielęgniarka wywiozła mnie z sali i zaczęła kierować się w stronę sali operacyjnej.
*Dwie godziny później*
Obudziłam się i otworzyłam oczy, ale on razu je zamknęłam. Światło szpitalne totalnie mnie oślepiło. Po chwili ponownie otworzyłam oczy i zaczęłam energicznie mrugać. Podniosłam się na łokciach i zobaczyłam, że jestem w sali.
Chłopaki wraz z Niallem siedzieli przed salą. Mój i Justina wzrok się spotkał, przez co chłopaki weszli do mojej sali.
- Alex - zaczął Niall, gdy chłopaki zajęli miejsce na kanapie.
- Zamilcz. Ja teraz mówię - powiedziałam, a blondyn skinął głową. - Jesteś kutasem, Niall. Przez twoje ostatnie posrane humorki straciłam dziecko, dziecko Liama!
- Alex, daj mi to wyjaśnić.
- Masz pięć minut - syknęłam.
- Luke i Jai byli w gangu Daniela. To Daniel wysyłał do ciebie anonimowe smsy, o tym, że chce nas zabić - powiedział, a mnie zatkało.
- Pierdolisz. Jai nigdy nie byłby w gangu. Co innego Luke, ale nie Jai.
- Jai i Daniel byli kiedyś u nas w gangu, ale nie na długo. Po około miesiącu Luke przeciągnął Jaia i Daniela na swoją stronę i mianował Dana szefem - powiedział Justin.
- W takim razie jaki jest ich powód naszej śmierci?
- Po tym jak Luke odebrał na Jaia i Dana, którzy mieli zajebiste zdolności zabiliśmy brata Dana - ponownie odezwał się Jus.
- W takim razie dlaczego oni chcą zabić mnie?
- Ponieważ wybrałaś Liama zamiast Luke'a. Tak więc Luke i Dan mieli wspólny cel - zakończył Jus, a przed moimi oczami pojawił się obraz Liama w kałuży krwi.
- Co się stało z nimi? Zabiłeś ich? - skierowałam pytanie do Nialla.
- Luke'a i Dana tak. Jaia zostawiłem w spokoju, ale nie wiem czy był to dobry pomysł - warknął, kiedy zobaczył Jaia czekającego przed moją salą.
- Zamknij mordę, a teraz proszę wyjdźcie z sali i dajcie mi porozmawiać z Jai'em - poprosiłam, a chłopaki wyszli z sali, pozwalając brunetowi wejść do środka.
- Cześć - powiedział speszony.
- Cześć.
- Czy mogę ci to wszystko wyjaśnić? Znając chłopaków pewnie ci powiedzieli o mojej przeszłości.
- Możesz.
- Jeżeli chodzi o gang, to u twojego brata było mi na prawdę dobrze, ale kiedy Luke powiedział, że wraz z Danem mam od nich odejść na początku się sprzeciwiłem, ale Luke zaczął mi groził, że jeżeli nie odejdę to zabiję moją mamę, a potem mnie. Tak, więc nie miałem innego wyjścia. Co to tych wiadomości, to nie był mój pomysł. Musiałem robić to co dyktował mi Luke i Dan, bo ponownie mi grozili, lecz kiedy do mnie przyjechałaś... po prostu nie mogłem nadal tego ciągnąć. Wiedziałem, że zrobię wszystko żeby cię ochronić. Niestety dzisiaj nie zbyt mi to wyszło - odparł smutny.
- Kutas - warknęłam.
- Ja? - zapytał zdziwiony.
- Nie, Luke. Jak on mógł ci grozić, że zabiję ciocię Giny i ciebie! Do cholery przecież byliście jego jedyną rodziną!
- Uspokój się! - dotknął mojego ramienia, a ja powoli zaczęłam się uspokajać.
- Tak więc, wybaczysz mi? - zapytał błagalnym głosem.
- Każdy zasługuje na drugą szansę, ale daj mi trochę czasu na pozbieranie myśli, ok?
- Jasne. Do zobaczenia - pomachał mi i wyszedł z sali.
Po wyjściu Jaia, Niall wpadł do sali jak błyskawica. Spojrzałam na niego spod byka i poczekałam aż reszta ponownie wejdzie i się usadowi.
- Co on chciał? - syknął Niall.
- Z tobą nie rozmawiam - mruknęłam i spojrzałam na resztę.
- Powiesz nam, co chciał od ciebie Jai? - zapytał Louis.
Jedyny normalny.
- Opowiedział mi wszystko o swojej przeszłości i przeprosił.
- Wybaczyłaś mu?! - krzyknął na całą salę rozzłoszczony Niall.
- Tak jak wam mówiłam, przeprosił mnie, ale poprosiłam go o czas do pozbierania myśli - zakończyłam i podwyższając sobie poduszkę, położyłam się i usnęłam.
Siedziałam z Liamem na kanapie w jego domu, a przed nami stali zestresowani Jai, Luke, Daniel, Beau oraz James. Kiedy muzyka zaczęła grać z głośników, wyprostowałam się i z zainteresowaniem wsłuchałam się w słowa piosenki.
W końcu przyszedł czas Jaia. Spojrzałam na niego, a on zaczął do mnie śpiewać swoją część.
"Hey, you know me,
I could be the one that you call.
Oh, oh, oh, oh.
Cause by now, you know me,
I'll be right there whenever you want."*
Podczas gdy Jai śpiewał, widziałam jak Luke patrzył na niego z mordem w oczach. Gdy piosenka się skończyła, wstałam z kanapy i podeszłam do chłopaków, przytulając ich wszystkich. Będąc w ramionach Jaia, chłopak dyskretnie złożył delikatny pocałunek w prawym kącie moich ust i oddalił się ode mnie. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wróciłam do Liama. Usiadłam znów obok niego i wtuliłam w jego ramię. Objął mnie ręką i splótł nasze palce, układając nasze dłonie na moim udzie. Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam przede mną stał Jai. Wstałam i do niego podeszłam.
''Możemy porozmawiać?'' - spytał, a ja kiwnęłam głową i poszłam z nim w bardziej spokojne miejsce. Znaczy...W miejsce, w którym nikt nie będzie podsłuchiwał. Stanęłam przed nim i założyłam ręce na piersi, patrzyłam na niego wyczekująco.
''Alex, bo ja muszę ci coś powiedzieć...Bo ja...cię...''
Otworzyłam nagle oczy obudzona głośnym krzykiem. Rozejrzałam się dookoła, a głosy znów się powtórzyły, ale tym razem głośniejsze. Przetarłam oczy. Nikogo nie było w mojej sali, ale zobaczyłam przez uchylone drzwi chłopaków. Chciałam się podnieść, ale niestety nie mogłam przez te rurki przyczepione do mojej ręki. Warknęłam sama do siebie i spróbowałam coś powiedzieć, ale zamiast słów z moich ust wydobył się dziwny szmer. Głosy stawały się coraz głośniejsze i było ich coraz więcej. Nie mogłam wyłapać zdań oprócz pojedynczych słów typu ''zabiję go'' i ''jak on mógł''. Nie wiedziałam o co chodzi i nie byłam w stanie rozpoznać głosów. Byłam pewna, że głównym głosem jest głos Nialla i Jaia. Po chwili nastała cisza i kiedy myślałam, że wszyscy poszli rozległ się strzał. Nie myśląc wiele oderwałam rurki od ciała i wstałam z łóżka, biegiem ruszyłam do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam...
-------------------------------
* The Janoskians - Set the world on fire
PS. W opowiadaniu Janoskians jak i bracia Brooks nie są sławni.
* The Janoskians - Set the world on fire
PS. W opowiadaniu Janoskians jak i bracia Brooks nie są sławni.
Sixteen
- Daniel - syknął Niall.
- Horan - odpowiedział. - A kto to? Kolejna do kolekcji zgwałconych? - zaśmiał się, a mi w oczach zebrał się łzy.
On gwałcił inne, zgwałcił mnie i może zgwałci kolejne.
Blondyn spojrzał ukradkiem na mnie, a widząc mój stan, jego pięści się zacisnęły.
- Jak śmiesz tak mówić! Doskonale wiesz, że nie gwałciłem specjalnie - powiedział, próbując się usprawiedliwić. Nie pomogło.
- Oczywiście. Bo to ja wkładałem twojego kutasa w dziewczyny - zirytował się.
Ostatni raz spojrzałam na Nialla, zanim Niall zmienił się nie do poznania. Jego oczy, jak i postawa była typowa dla kogoś kto jest w gangu. Kolor jego tęczówek przybierał koloru mocnego granatu, a ciało było całe napięte. Podszedł do czarnowłosego gościa i walnął go tak mocno, że Daniel się zachwiał. Niall nie czekając długo wyciągnął z tyłu spodni pistolet i wymierzył go w mężczyznę.
- Niall, nie! - krzyknęłam. Blondyn spojrzał na mnie wzrokiem mordercy.
Przełknęłam głośno ślinę i cofnęłam się w stronę Luke'a i Jai'a. Niall widząc mój strach, rozluźnił się i przestał mierzyć w Daniela pistoletem. Mężczyzna spojrzał po nas i bez słowa opuścił dom chłopaków.
- Pokażcie mi mój pokój - poprosiłam chłopaków, chcąc jak najszybciej znaleźć się jak najdalej Nialla.
Chłopaki przytaknęli, a ja wzięłam swoją torbę i poszłam z nimi na górę.
Dziękując im, weszłam do swojego tymczasowego pokoju, który musiałam dzielić z Niallem.
Boże, znów mnie nienawidzisz?!
Zostawiłam torbę obok łóżka i sama na nim usiadłam. Skrzyżowałam nogi i oparłam łokcie o uda. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam zastanawiać się czy dobrze zrobiłam wybaczając blondynowi. Nagle drzwi od mojego pokoju się otworzyły. Leniwie podniosłam głowę i zobaczyłam zmartwionego Jaia.
Machnęłam do niego ręką, na znak, że może wejść. Brunet wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Podszedł do mojego łóżka i usiadł na nim, przytulając mnie do siebie. Owinęłam dłonie wokół jego szyi i mocniej się w niego wtuliłam.
- Co się stało, Lex?
- Nie chcę o tym rozmawiać, przepraszam.
- Rozumiem, a teraz nie smuć się. Jutro pójdziemy na spacer, dobrze? - zapytał patrząc mi w oczy.
- Dobrze - posłałam mu uśmiech.
- I tak ma być. Uśmiech zdecydowania do ciebie pasuje - zachichotał i wyciągnął telefon.
- Czy ty chcesz... - nie dokończyłam, bo Jai przyciągnął mnie do siebie i zrobił nam zdjęcie.
- Piękne, prawda? - pocałował mnie w policzek, pokazując nasze zdjęcie.
- Piękne - przyznałam mu rację.
- W końcu zmienię sobie tapetę - zakpił.
- Prześlij mi to zdjęcie, to też zmienię - Jai skinął głową i przesłał mi zdjęcie, które po chwili było moją nową tapetą.
- Chodźcie na dół - zawołał Luke, wchodząc do naszego pokoju.
Niechętnie wyszliśmy z mojego pokoju i zeszliśmy na dół. Zastaliśmy tam Nialla, Luke'a i Daniela. Zdziwieni usiedliśmy na kanapie w salonie i czekaliśmy na cokolwiek.
- Alex... - zaczął Daniel.
Skąd on kurwa zna moje imię?!
- Chciałbym cię przeprosić za to, że tak się odniosłem o tobie. Przepraszam - zakończył i spojrzał na mnie.
Chwilę się zastanawiałam nad odpowiedzią.
- Dobrze. Przyjmuję twoje przeprosiny - powiedziałam i chciałam wyjść z salonu, ale zatrzymał mnie Jai.
Posadził mnie z powrotem na miejsce, bardzo blisko siebie. Oparłam się wygodnie o oparcie i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Dziękuję - powiedział i żegnając się z nami, wyszedł.
- Czy teraz mogę iść do pokoju. Jestem zmęczona i chciałabym iść spać - spojrzałam w stronę chłopaków.
Kiwnęli głowami, na co wstałam z kanapy. Pocałowałam każdego w policzek, co nie było takim łatwym zadaniem całując Nialla. Weszłam do swojego pokoju i chwyciłam w ręce torbę. Wyjęłam z niej moją piżamę oraz ręczniki i wyszłam do łazienki.
Po kąpieli wróciłam do pokoju, gdzie zastałam Nialla, leżącego na łóżku.
Schowałam swoje dzisiejsze ciuchy do torby i położyłam się na łóżku obok blondyna. Wyglądał na zdenerwowanego, ale jak był cicho to nie wnikałam.
Szepnęłam ciche "dobranoc" i zasnęłam.
Następnego dnia obudził mnie dźwięk mojego telefonu. Jęknęłam i chwyciłam telefon w dłoń. Nie patrząc kto dzwoni odebrałam połączenie.
- Halo? - zapytałam zaspanym głosem.
- Widzę, że ktoś tu nie należy do porannych ptaszków - usłyszałam śmiech Harry'ego.
- Hazz, ty wiesz która jest godzina?
- Dochodzi jedenasta, królewno - zachichotał mi do słuchawki.
- CO?! - krzyknęłam i od razu usiadłam na łóżku.
- Jesteś taka ogarnięta, Lex. - zakpił ze mnie. - Jak będziesz mieć czas, oddzwoń - rzucił i rozłączył się.
Szybkim ruchem odłożyłam telefon na szafkę nocną i zeszłam z łóżka. Wyjęłam z torby: czarną bluzkę do pępka w kwiatki, legginsy, zielona kurtkę z czarnymi rękawami oraz creepersy w kwiatki i bieliznę. Wyszłam z pokoju i wbiegłam do łazienki. Zrobiłam poranną toaletę i gotowa wróciłam do pokoju. Zostawiłam na łóżku piżamę i biorąc telefon, zeszłam na dół. Weszłam do kuchni, z której dochodziły cudowne zapachy.
- Co tak pięknie pachnie? - pocałowałam Luke'a w policzek na powitanie.
- Omlety, chcesz?
- Ty się jeszcze pytasz? - uderzyłam go delikatnie w ramię, a on z uśmiechem nałożył mi na talerz dwa omlety.
Podziękowałam mu skinieniem głowy i usiadłam przy stole w jadalni. Konsumowałam moje omlety, kiedy Jai przysiadł się obok mnie.
- Idziemy na spacer - pocałował mój policzek na powitanie.
- Daj mi zjeść i możemy iść - odwzajemniłam jego gest.
Jai poczekał aż zjem śniadanie i od razu po odłożeniu talerza do zmywaka, wyciągnął mnie na spacer.
Szliśmy ulicami Wolverhampton. Co chwile rozglądałam się za miejscami, w których spędzałam większość czasu z Liamem. W końcu zatrzymaliśmy się przy wielkim dębie. Oparliśmy się o jego konar i podziwialiśmy widoki przed nami.
Coś podpowiadało mi, żebym się odwróciła. Tak zrobiłam, a mi zabrakło tchu. Na konarze, o który się opierałam był wyryty napis: L + A = Forever.
Wzięłam wielki wdech i próbowałam się nie rozpłakać.
- Jai... Moglibyśmy pójść w inne miejsce? Tutaj wszystko przypomina mi o Liamie - szturchnęłam go delikatnie w ramię.
- Jasne, chodź - wstał i pomógł mi również wstać.
Kiedy stanęłam na nogach, ruszyliśmy przed siebie. Chodziliśmy po mieście bardzo długo. Słońce już dawno zaszło, a niebo zaczęło ciemnieć. Stwierdziliśmy, że czas żeby się zbierać do domu, więc udaliśmy się do domu.
Gdy weszliśmy do środka prawie nie dostałam zawału.
Boże, dlaczego mnie kurwa nienawidzisz?!
- Horan - odpowiedział. - A kto to? Kolejna do kolekcji zgwałconych? - zaśmiał się, a mi w oczach zebrał się łzy.
On gwałcił inne, zgwałcił mnie i może zgwałci kolejne.
Blondyn spojrzał ukradkiem na mnie, a widząc mój stan, jego pięści się zacisnęły.
- Jak śmiesz tak mówić! Doskonale wiesz, że nie gwałciłem specjalnie - powiedział, próbując się usprawiedliwić. Nie pomogło.
- Oczywiście. Bo to ja wkładałem twojego kutasa w dziewczyny - zirytował się.
Ostatni raz spojrzałam na Nialla, zanim Niall zmienił się nie do poznania. Jego oczy, jak i postawa była typowa dla kogoś kto jest w gangu. Kolor jego tęczówek przybierał koloru mocnego granatu, a ciało było całe napięte. Podszedł do czarnowłosego gościa i walnął go tak mocno, że Daniel się zachwiał. Niall nie czekając długo wyciągnął z tyłu spodni pistolet i wymierzył go w mężczyznę.
- Niall, nie! - krzyknęłam. Blondyn spojrzał na mnie wzrokiem mordercy.
Przełknęłam głośno ślinę i cofnęłam się w stronę Luke'a i Jai'a. Niall widząc mój strach, rozluźnił się i przestał mierzyć w Daniela pistoletem. Mężczyzna spojrzał po nas i bez słowa opuścił dom chłopaków.
- Pokażcie mi mój pokój - poprosiłam chłopaków, chcąc jak najszybciej znaleźć się jak najdalej Nialla.
Chłopaki przytaknęli, a ja wzięłam swoją torbę i poszłam z nimi na górę.
Dziękując im, weszłam do swojego tymczasowego pokoju, który musiałam dzielić z Niallem.
Boże, znów mnie nienawidzisz?!
Zostawiłam torbę obok łóżka i sama na nim usiadłam. Skrzyżowałam nogi i oparłam łokcie o uda. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam zastanawiać się czy dobrze zrobiłam wybaczając blondynowi. Nagle drzwi od mojego pokoju się otworzyły. Leniwie podniosłam głowę i zobaczyłam zmartwionego Jaia.
Machnęłam do niego ręką, na znak, że może wejść. Brunet wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Podszedł do mojego łóżka i usiadł na nim, przytulając mnie do siebie. Owinęłam dłonie wokół jego szyi i mocniej się w niego wtuliłam.
- Co się stało, Lex?
- Nie chcę o tym rozmawiać, przepraszam.
- Rozumiem, a teraz nie smuć się. Jutro pójdziemy na spacer, dobrze? - zapytał patrząc mi w oczy.
- Dobrze - posłałam mu uśmiech.
- I tak ma być. Uśmiech zdecydowania do ciebie pasuje - zachichotał i wyciągnął telefon.
![]() |
| Jai i Alex ♥ |
- Piękne - przyznałam mu rację.
- W końcu zmienię sobie tapetę - zakpił.
- Prześlij mi to zdjęcie, to też zmienię - Jai skinął głową i przesłał mi zdjęcie, które po chwili było moją nową tapetą.
- Chodźcie na dół - zawołał Luke, wchodząc do naszego pokoju.
Niechętnie wyszliśmy z mojego pokoju i zeszliśmy na dół. Zastaliśmy tam Nialla, Luke'a i Daniela. Zdziwieni usiedliśmy na kanapie w salonie i czekaliśmy na cokolwiek.
- Alex... - zaczął Daniel.
Skąd on kurwa zna moje imię?!
- Chciałbym cię przeprosić za to, że tak się odniosłem o tobie. Przepraszam - zakończył i spojrzał na mnie.
Chwilę się zastanawiałam nad odpowiedzią.
- Dobrze. Przyjmuję twoje przeprosiny - powiedziałam i chciałam wyjść z salonu, ale zatrzymał mnie Jai.
Posadził mnie z powrotem na miejsce, bardzo blisko siebie. Oparłam się wygodnie o oparcie i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Dziękuję - powiedział i żegnając się z nami, wyszedł.
- Czy teraz mogę iść do pokoju. Jestem zmęczona i chciałabym iść spać - spojrzałam w stronę chłopaków.
Kiwnęli głowami, na co wstałam z kanapy. Pocałowałam każdego w policzek, co nie było takim łatwym zadaniem całując Nialla. Weszłam do swojego pokoju i chwyciłam w ręce torbę. Wyjęłam z niej moją piżamę oraz ręczniki i wyszłam do łazienki.
Po kąpieli wróciłam do pokoju, gdzie zastałam Nialla, leżącego na łóżku.
Schowałam swoje dzisiejsze ciuchy do torby i położyłam się na łóżku obok blondyna. Wyglądał na zdenerwowanego, ale jak był cicho to nie wnikałam.
Szepnęłam ciche "dobranoc" i zasnęłam.
Następnego dnia obudził mnie dźwięk mojego telefonu. Jęknęłam i chwyciłam telefon w dłoń. Nie patrząc kto dzwoni odebrałam połączenie.
- Halo? - zapytałam zaspanym głosem.
- Widzę, że ktoś tu nie należy do porannych ptaszków - usłyszałam śmiech Harry'ego.
- Hazz, ty wiesz która jest godzina?
- Dochodzi jedenasta, królewno - zachichotał mi do słuchawki.
- CO?! - krzyknęłam i od razu usiadłam na łóżku.
- Jesteś taka ogarnięta, Lex. - zakpił ze mnie. - Jak będziesz mieć czas, oddzwoń - rzucił i rozłączył się.
Szybkim ruchem odłożyłam telefon na szafkę nocną i zeszłam z łóżka. Wyjęłam z torby: czarną bluzkę do pępka w kwiatki, legginsy, zielona kurtkę z czarnymi rękawami oraz creepersy w kwiatki i bieliznę. Wyszłam z pokoju i wbiegłam do łazienki. Zrobiłam poranną toaletę i gotowa wróciłam do pokoju. Zostawiłam na łóżku piżamę i biorąc telefon, zeszłam na dół. Weszłam do kuchni, z której dochodziły cudowne zapachy.
- Co tak pięknie pachnie? - pocałowałam Luke'a w policzek na powitanie.
- Omlety, chcesz?
- Ty się jeszcze pytasz? - uderzyłam go delikatnie w ramię, a on z uśmiechem nałożył mi na talerz dwa omlety.
Podziękowałam mu skinieniem głowy i usiadłam przy stole w jadalni. Konsumowałam moje omlety, kiedy Jai przysiadł się obok mnie.
- Idziemy na spacer - pocałował mój policzek na powitanie.
- Daj mi zjeść i możemy iść - odwzajemniłam jego gest.
Jai poczekał aż zjem śniadanie i od razu po odłożeniu talerza do zmywaka, wyciągnął mnie na spacer.
Szliśmy ulicami Wolverhampton. Co chwile rozglądałam się za miejscami, w których spędzałam większość czasu z Liamem. W końcu zatrzymaliśmy się przy wielkim dębie. Oparliśmy się o jego konar i podziwialiśmy widoki przed nami.
Coś podpowiadało mi, żebym się odwróciła. Tak zrobiłam, a mi zabrakło tchu. Na konarze, o który się opierałam był wyryty napis: L + A = Forever.
Wzięłam wielki wdech i próbowałam się nie rozpłakać.
- Jai... Moglibyśmy pójść w inne miejsce? Tutaj wszystko przypomina mi o Liamie - szturchnęłam go delikatnie w ramię.
- Jasne, chodź - wstał i pomógł mi również wstać.
Kiedy stanęłam na nogach, ruszyliśmy przed siebie. Chodziliśmy po mieście bardzo długo. Słońce już dawno zaszło, a niebo zaczęło ciemnieć. Stwierdziliśmy, że czas żeby się zbierać do domu, więc udaliśmy się do domu.
Gdy weszliśmy do środka prawie nie dostałam zawału.
Boże, dlaczego mnie kurwa nienawidzisz?!
------------------------------------------------
Od autora:
Bardzo was przepraszam, że rozdział jest taki do dupy, ale przez naukę zanika mi wena.
Mam nadzieję, że rozdział będzie w miarę możliwości do wytrzymania.
Przepraszam, że ostatnio jest mało Nialex, ale obiecuję, że wkrótce się to zmieni.
Następny rozdział powinien pojawić się do końca tego tygodnia. ♥
Od autora:
Bardzo was przepraszam, że rozdział jest taki do dupy, ale przez naukę zanika mi wena.
Mam nadzieję, że rozdział będzie w miarę możliwości do wytrzymania.
Przepraszam, że ostatnio jest mało Nialex, ale obiecuję, że wkrótce się to zmieni.
Następny rozdział powinien pojawić się do końca tego tygodnia. ♥
Fiveteen
*Tydzień później*
Dokładnie dziś mija tydzień od kiedy ponownie zaczęłam dostawać anonimowe smsy. Przesłanie każdego było takie same, różniły się jedynie drobnymi słowami oraz tym, że były do całego gangu, a nie tylko do mnie.
Stałam przed drzwiami od garderoby patrząc się w swoje odbicie. Przez ten czas mój brzuch trochę urósł. Widać było delikatne zaokrąglenie. Ostatni raz poprawiłam swój strój i wyszłam z pokoju, schodząc na dół do salonu, gdzie oczywiście byli chłopacy i gadali o jakiejś akcji, która miała się za jakiś czas odbyć. Nagle mój telefon zaczął wibrować. Odblokowałam go i kliknęłam w wiadomości.
Od: Nieznany
"Wkrótce ty i reszta bandy twojego brata znikniecie z tego świata :)"
Takie wiadomości dostawałam codziennie. Wzruszyłam ramionami i kasując wiadomość, udałam się do salonu. Przeleciałam wzrokiem po chłopakach, a mój wzrok zatrzymał się na Justinie. Zmienił się. Brunet odnalazł mój wzrok i podniósł brew do góry.
- Idę do magazynu - oznajmiłam i zakładając na siebie bejsbolówkę, wyszłam z domu.
Szłam przed siebie trzymając dłonie w kieszeniach kurtki. Była już jesień, więc temperatura nie przekraczała trzynastu stopni. Stawiałam kroki, będąc coraz bliżej magazynu. W końcu po chwili do niego dotarłam. Weszłam do środka i już miałam udać się na strzelnicę, kiedy zauważyłam, że ktoś siedzi na kanapie. Pisnęłam i złapałam się za serce ze strachu.
- Luke?! - warknęłam i podeszłam do niego. - Co ty do cholery tu robisz?!
- Siedzę? - zaśmiał się. - A tak na serio to postanowiłem przyjechać i się z tobą spotkać. Stęskniłem się za naszym przekomarzaniem - ponownie się zaśmiał, a ja się spięłam.
- Przekomarzać?! Ty mnie nękałeś i prześladowałeś! - warknęłam i chciałam wziąć pistolet, ale brunet złapał mnie za ramię.
- Uspokój się Alex. Wyrosłem już z tego. Nie chcę być już nikogo wrogiem - potarł moje ramię, próbując dodać mi otuchy.
- A gdzie jest Jai? - przymrużyłam oczy.
- W Wolverhampton. Chciałem go wziąć, ale nie chciał.
- Um. Okej - przytaknęłam.
- To jak? Dasz się wyciągnąć na kawę na wybaczenie?
- Niech ci będzie - fuknęłam i wyszłam wraz z Lukiem z magazynu.
Po dziesięciu minutach dotarliśmy do Starbucks'a. Luke poszedł zamówić nam napoje, a ja zajęłam nam stolik. Gdy brunet złożył zamówienie odnalazł nasz stolik i usiadł naprzeciwko mnie. Luke już otwierał ust, żeby coś powiedzieć, ale kelner zawołał nas po odbiór naszych zamówień. Chłopak wstał z krzesła i wziął z lady nasze zamówienia i wrócił do stolika. Podał mi moje, którym okazało się Frappuccino z podwójnym karmelem. Podziękowałam mu skinieniem głowy i wzięłam łyka kawy.
- Jak sobie radzisz? No wiesz ze śmiercią i ciążą? - zapytał, a ja prawie oplułam się kawą.
Co?!
- Skąd... Karen ci powiedziała? - przymrużyłam oczy, a on kiwnął głową.
- Cóż. Nie jest idealnie. Śmierć Liama nadal mnie przytłacza, a ciąża tego nie polepsza - odpowiedziałam szczerze.
- Rozumiem cię. Ja też nie jestem szczęśliwy utratą kuzyna, mimo, że nie dogadywaliśmy się najlepiej - wziął łyka swojej kawy.
- Jeszcze chwila i zacznę wierzyć, że jednak masz uczucia - zakpiłam, a on zmarszczył brwi.
- Bardzo śmieszne, Bieber - zaśmiał się sarkastycznie.
- Po nazwisku, to po pysku, Brooks - odgryzłam się, a on się zaśmiał.
- A jak tam u Justina? Jak zareagował na ciążę?
- Na początku jej nie zaakceptował, ale w końcu pogodził się z wiadomością, że jestem w ciąży. A jak u ciebie i Jaia?
- U mnie w miarę, z Jai'em już gorzej. Miał na prawdę bardzo mocne więzi z Liamem.
- W takim razie czemu się nie pojawiliście na pogrzebie?
- Chciałem jechać, ale Jai nie wychodził w ogóle z pokoju. Nie mogłem go samego zostawić. Chłopak na serio się załamał - odparł, a ja posmutniałam.
- Tak bardzo bym chciała go zobaczyć.
- Kto ci zabroni. Jak chcesz to możemy nawet dziś pojechać do Wolverhampton.
- Na prawdę zrobiłbyś to dla mnie? - ucieszyłam się wiadomością, że zobaczę się z Jai'em. Był dla mnie jak drugi, prawdziwy brat.
Zawsze mogłam do niego przyjść, jak miałam jakiś problem, a on mnie wysłuchiwał, pocieszał.
- Jasne, chodź - dopiliśmy kawy i wyszliśmy z kawiarni, kierując się w stronę mojego domu.
Szłam takim szybkim tempem, że prawie biegłam. Ludzie przechodzący obok nas, patrzyli się na mnie jak na wariatkę, ale mnie to jakoś nie obchodziło. Liczyło się tylko to, że spotkam mojego kochanego "braciszka". Szybkim krokiem wraz z Lukiem weszłam do środka domu.
- Justin! - wykrzyczałam szczęśliwa i podeszłam z brunetem do mojego brata, który aktualnie znajdował się z resztą w salonie.
- Co?
- Mogę jechać z Lukiem do Wolverhampton?
- Po co? - uniósł prawą brew do góry.
- Chcę się zobaczyć z Jai'em. Jest jeszcze w gorszym stanie niż ja. Proszę - skomlałam.
- No dobrze, ale któryś z chłopaków pojedzie z wami - odwrócił się do chłopaków. - Niall?
- Dlaczego zawsze wybierasz Nialla? Nie może tym razem jechać na przykład Harry?
- Nie! Niall pojedzie z wami. Ja i reszta mamy ważną rzecz do zrobienia - posłał mi porozumiewawcze spojrzenie.
- No dobrze.
- A na ile jedziecie?
- Na kilka dni. Powinniśmy wrócić w sobotę - odezwał się Luke.
- Ok. Idźcie się spakować - odezwał się Jus, a ja z pobiegłam do pokoju.
Wyciągnęłam z garderoby torbę i spakowałam do niej ciuchy, buty, kosmetyki oraz kilka par bielizny. Spakowana, uśmiechnęłam się do lustra, na garderobie i zbiegłam po schodach na parter, gdzie czekali na mnie Luke i Niall.
Pożegnałam się z chłopakami, najbardziej ściskając Justina i wyszłam z chłopakami z domu. Ruszyliśmy do tymczasowego domu Luke. Chłopak również szybko się spakował i wsiedliśmy do jego auta, wcześniej wkładając nasze torby do bagażnika. Luke odpalił auto i wyjechaliśmy na ulicę.
- No to trochę sobie poczekasz na spotkanie z Jai'em - zaśmiał się Luke, ponieważ z Londynu do Wolverhampton było dwie i pół godziny jazdy autem.
- Oh - westchnęłam i oparłam głowę o zagłówek i zamknęłam oczy, chcąc się zdrzemnąć.
- Alex, Alex, obudź się!! - ktoś zaczął mnie delikatnie szturchać.
Otworzyłam oczy i ostrożnie je przetarłam.
- Co się stało? - zapytałam zaspanym głosem.
- Dojechaliśmy - odparł Niall, a ja od razu się ożywiłam.
Wyskoczyłam z auta i od razu rzuciłam się do domu. Chłopaki zaczęli się ze mnie śmiać, ale miałam to gdzieś. Pociągnęłam za klamkę, a drzwi ustąpiły.
Weszłam do domu i już miałam się kierować do pokoju Jai'a, kiedy akurat chłopak wyszedł z salonu do hallu.
- Alex? - zapytał się zdziwiony, a już po chwili trzymał mnie mocno w objęciach.
- Jai - przytuliłam go jeszcze mocniej.
- Co tutaj robisz?
- Stęskniłam się za moim braciszkiem - zaśmiałam się i oderwałam się od chłopaka. - Jai poznaj Nialla, mojego przyjaciela, Niall, poznaj Jaia, mojego przyszywanego brata - przedstawiłam ich sobie, a oni przywitali się męskim uściskiem.
- Chodźcie do salonu - zaproponował Luke, a wszyscy przystaliśmy na jego pomysł.
- Gdzie ciocia Gina? - zapytałam po chwili.
- Wyjechała z Wolverhampton, do babci. Powinna wrócić za jakiś tydzień - odparł Jai.
- Oh, a jak u ciebie? Jak cię trzymasz?
- Jakoś próbuje sobie radzić, ale bardziej obchodzi mnie jak ty się trzymasz.
To przecież ty byłaś jego dziewczyną i to jego dziecko nosisz w brzuchu - mówiąc to spojrzał, na mój lekko zaokrąglony brzuch.
Czując się niekomfortowo, pociągnęłam bluzkę w dół.
- Oh - ponownie westchnęłam. - Jakoś sobie radzę. Ważne, że mam chłopaków - posłałam blondynowi uśmiech, który odwzajemnił.
- To się ciesze, że masz od nich wparcie - spojrzał przyjaźnie na Nialla.
- Staramy się - odparł Niall.
Nagle drzwi od domu się otworzył, a do środka szedł jakiś gość. Miał około dwudziestu trzech lat.
- Luke, Jai, macie coś o... - nie dokończył, wchodząc do salonu.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowieszczo. Przełknęłam ślinę, czując, że jego wizyta nie zakończy się przyjaźnie.
Dokładnie dziś mija tydzień od kiedy ponownie zaczęłam dostawać anonimowe smsy. Przesłanie każdego było takie same, różniły się jedynie drobnymi słowami oraz tym, że były do całego gangu, a nie tylko do mnie.
Stałam przed drzwiami od garderoby patrząc się w swoje odbicie. Przez ten czas mój brzuch trochę urósł. Widać było delikatne zaokrąglenie. Ostatni raz poprawiłam swój strój i wyszłam z pokoju, schodząc na dół do salonu, gdzie oczywiście byli chłopacy i gadali o jakiejś akcji, która miała się za jakiś czas odbyć. Nagle mój telefon zaczął wibrować. Odblokowałam go i kliknęłam w wiadomości.
Od: Nieznany
"Wkrótce ty i reszta bandy twojego brata znikniecie z tego świata :)"
Takie wiadomości dostawałam codziennie. Wzruszyłam ramionami i kasując wiadomość, udałam się do salonu. Przeleciałam wzrokiem po chłopakach, a mój wzrok zatrzymał się na Justinie. Zmienił się. Brunet odnalazł mój wzrok i podniósł brew do góry.
- Idę do magazynu - oznajmiłam i zakładając na siebie bejsbolówkę, wyszłam z domu.
Szłam przed siebie trzymając dłonie w kieszeniach kurtki. Była już jesień, więc temperatura nie przekraczała trzynastu stopni. Stawiałam kroki, będąc coraz bliżej magazynu. W końcu po chwili do niego dotarłam. Weszłam do środka i już miałam udać się na strzelnicę, kiedy zauważyłam, że ktoś siedzi na kanapie. Pisnęłam i złapałam się za serce ze strachu.
- Luke?! - warknęłam i podeszłam do niego. - Co ty do cholery tu robisz?!
- Siedzę? - zaśmiał się. - A tak na serio to postanowiłem przyjechać i się z tobą spotkać. Stęskniłem się za naszym przekomarzaniem - ponownie się zaśmiał, a ja się spięłam.
- Przekomarzać?! Ty mnie nękałeś i prześladowałeś! - warknęłam i chciałam wziąć pistolet, ale brunet złapał mnie za ramię.
- Uspokój się Alex. Wyrosłem już z tego. Nie chcę być już nikogo wrogiem - potarł moje ramię, próbując dodać mi otuchy.
- A gdzie jest Jai? - przymrużyłam oczy.
- W Wolverhampton. Chciałem go wziąć, ale nie chciał.
- Um. Okej - przytaknęłam.
- To jak? Dasz się wyciągnąć na kawę na wybaczenie?
- Niech ci będzie - fuknęłam i wyszłam wraz z Lukiem z magazynu.
Po dziesięciu minutach dotarliśmy do Starbucks'a. Luke poszedł zamówić nam napoje, a ja zajęłam nam stolik. Gdy brunet złożył zamówienie odnalazł nasz stolik i usiadł naprzeciwko mnie. Luke już otwierał ust, żeby coś powiedzieć, ale kelner zawołał nas po odbiór naszych zamówień. Chłopak wstał z krzesła i wziął z lady nasze zamówienia i wrócił do stolika. Podał mi moje, którym okazało się Frappuccino z podwójnym karmelem. Podziękowałam mu skinieniem głowy i wzięłam łyka kawy.
- Jak sobie radzisz? No wiesz ze śmiercią i ciążą? - zapytał, a ja prawie oplułam się kawą.
Co?!
- Skąd... Karen ci powiedziała? - przymrużyłam oczy, a on kiwnął głową.
- Cóż. Nie jest idealnie. Śmierć Liama nadal mnie przytłacza, a ciąża tego nie polepsza - odpowiedziałam szczerze.
- Rozumiem cię. Ja też nie jestem szczęśliwy utratą kuzyna, mimo, że nie dogadywaliśmy się najlepiej - wziął łyka swojej kawy.
- Jeszcze chwila i zacznę wierzyć, że jednak masz uczucia - zakpiłam, a on zmarszczył brwi.
- Bardzo śmieszne, Bieber - zaśmiał się sarkastycznie.
- Po nazwisku, to po pysku, Brooks - odgryzłam się, a on się zaśmiał.
- A jak tam u Justina? Jak zareagował na ciążę?
- Na początku jej nie zaakceptował, ale w końcu pogodził się z wiadomością, że jestem w ciąży. A jak u ciebie i Jaia?
- U mnie w miarę, z Jai'em już gorzej. Miał na prawdę bardzo mocne więzi z Liamem.
- W takim razie czemu się nie pojawiliście na pogrzebie?
- Chciałem jechać, ale Jai nie wychodził w ogóle z pokoju. Nie mogłem go samego zostawić. Chłopak na serio się załamał - odparł, a ja posmutniałam.
- Tak bardzo bym chciała go zobaczyć.
- Kto ci zabroni. Jak chcesz to możemy nawet dziś pojechać do Wolverhampton.
- Na prawdę zrobiłbyś to dla mnie? - ucieszyłam się wiadomością, że zobaczę się z Jai'em. Był dla mnie jak drugi, prawdziwy brat.
Zawsze mogłam do niego przyjść, jak miałam jakiś problem, a on mnie wysłuchiwał, pocieszał.
- Jasne, chodź - dopiliśmy kawy i wyszliśmy z kawiarni, kierując się w stronę mojego domu.
Szłam takim szybkim tempem, że prawie biegłam. Ludzie przechodzący obok nas, patrzyli się na mnie jak na wariatkę, ale mnie to jakoś nie obchodziło. Liczyło się tylko to, że spotkam mojego kochanego "braciszka". Szybkim krokiem wraz z Lukiem weszłam do środka domu.
- Justin! - wykrzyczałam szczęśliwa i podeszłam z brunetem do mojego brata, który aktualnie znajdował się z resztą w salonie.
- Co?
- Mogę jechać z Lukiem do Wolverhampton?
- Po co? - uniósł prawą brew do góry.
- Chcę się zobaczyć z Jai'em. Jest jeszcze w gorszym stanie niż ja. Proszę - skomlałam.
- No dobrze, ale któryś z chłopaków pojedzie z wami - odwrócił się do chłopaków. - Niall?
- Dlaczego zawsze wybierasz Nialla? Nie może tym razem jechać na przykład Harry?
- Nie! Niall pojedzie z wami. Ja i reszta mamy ważną rzecz do zrobienia - posłał mi porozumiewawcze spojrzenie.
- No dobrze.
- A na ile jedziecie?
- Na kilka dni. Powinniśmy wrócić w sobotę - odezwał się Luke.
- Ok. Idźcie się spakować - odezwał się Jus, a ja z pobiegłam do pokoju.
Wyciągnęłam z garderoby torbę i spakowałam do niej ciuchy, buty, kosmetyki oraz kilka par bielizny. Spakowana, uśmiechnęłam się do lustra, na garderobie i zbiegłam po schodach na parter, gdzie czekali na mnie Luke i Niall.
Pożegnałam się z chłopakami, najbardziej ściskając Justina i wyszłam z chłopakami z domu. Ruszyliśmy do tymczasowego domu Luke. Chłopak również szybko się spakował i wsiedliśmy do jego auta, wcześniej wkładając nasze torby do bagażnika. Luke odpalił auto i wyjechaliśmy na ulicę.
- No to trochę sobie poczekasz na spotkanie z Jai'em - zaśmiał się Luke, ponieważ z Londynu do Wolverhampton było dwie i pół godziny jazdy autem.
- Oh - westchnęłam i oparłam głowę o zagłówek i zamknęłam oczy, chcąc się zdrzemnąć.
- Alex, Alex, obudź się!! - ktoś zaczął mnie delikatnie szturchać.
Otworzyłam oczy i ostrożnie je przetarłam.
- Co się stało? - zapytałam zaspanym głosem.
- Dojechaliśmy - odparł Niall, a ja od razu się ożywiłam.
Wyskoczyłam z auta i od razu rzuciłam się do domu. Chłopaki zaczęli się ze mnie śmiać, ale miałam to gdzieś. Pociągnęłam za klamkę, a drzwi ustąpiły.
Weszłam do domu i już miałam się kierować do pokoju Jai'a, kiedy akurat chłopak wyszedł z salonu do hallu.
- Alex? - zapytał się zdziwiony, a już po chwili trzymał mnie mocno w objęciach.
- Jai - przytuliłam go jeszcze mocniej.
- Co tutaj robisz?
- Stęskniłam się za moim braciszkiem - zaśmiałam się i oderwałam się od chłopaka. - Jai poznaj Nialla, mojego przyjaciela, Niall, poznaj Jaia, mojego przyszywanego brata - przedstawiłam ich sobie, a oni przywitali się męskim uściskiem.
- Chodźcie do salonu - zaproponował Luke, a wszyscy przystaliśmy na jego pomysł.
- Gdzie ciocia Gina? - zapytałam po chwili.
- Wyjechała z Wolverhampton, do babci. Powinna wrócić za jakiś tydzień - odparł Jai.
- Oh, a jak u ciebie? Jak cię trzymasz?
- Jakoś próbuje sobie radzić, ale bardziej obchodzi mnie jak ty się trzymasz.
To przecież ty byłaś jego dziewczyną i to jego dziecko nosisz w brzuchu - mówiąc to spojrzał, na mój lekko zaokrąglony brzuch.
Czując się niekomfortowo, pociągnęłam bluzkę w dół.
- Oh - ponownie westchnęłam. - Jakoś sobie radzę. Ważne, że mam chłopaków - posłałam blondynowi uśmiech, który odwzajemnił.
- To się ciesze, że masz od nich wparcie - spojrzał przyjaźnie na Nialla.
- Staramy się - odparł Niall.
Nagle drzwi od domu się otworzył, a do środka szedł jakiś gość. Miał około dwudziestu trzech lat.
- Luke, Jai, macie coś o... - nie dokończył, wchodząc do salonu.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowieszczo. Przełknęłam ślinę, czując, że jego wizyta nie zakończy się przyjaźnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

