Fiveteen

*Tydzień później*
Dokładnie dziś mija tydzień od kiedy ponownie zaczęłam dostawać anonimowe smsy. Przesłanie każdego było takie same, różniły się jedynie drobnymi słowami oraz tym, że były do całego gangu, a nie tylko do mnie.
Stałam przed drzwiami od garderoby patrząc się w swoje odbicie. Przez ten czas mój brzuch trochę urósł. Widać było delikatne zaokrąglenie. Ostatni raz poprawiłam swój strój i wyszłam z pokoju, schodząc na dół do salonu, gdzie oczywiście byli chłopacy i gadali o jakiejś akcji, która miała się za jakiś czas odbyć. Nagle mój telefon zaczął wibrować. Odblokowałam go i kliknęłam w wiadomości. 

Od: Nieznany
"Wkrótce ty i reszta bandy twojego brata znikniecie z tego świata :)"

Takie wiadomości dostawałam codziennie. Wzruszyłam ramionami i kasując wiadomość, udałam się do salonu. Przeleciałam wzrokiem po chłopakach, a mój wzrok zatrzymał się na Justinie. Zmienił się. Brunet odnalazł mój wzrok i podniósł brew do góry.
- Idę do magazynu - oznajmiłam i zakładając na siebie bejsbolówkę, wyszłam z domu.
Szłam przed siebie trzymając dłonie w kieszeniach kurtki. Była już jesień, więc temperatura nie przekraczała trzynastu stopni. Stawiałam kroki, będąc coraz bliżej magazynu. W końcu po chwili do niego dotarłam. Weszłam do środka i już miałam udać się na strzelnicę, kiedy zauważyłam, że ktoś siedzi na kanapie. Pisnęłam i złapałam się za serce ze strachu.
- Luke?! - warknęłam i podeszłam do niego. - Co ty do cholery tu robisz?!
- Siedzę? - zaśmiał się. - A tak na serio to postanowiłem przyjechać i się z tobą spotkać. Stęskniłem się za naszym przekomarzaniem - ponownie się zaśmiał, a ja się spięłam.
- Przekomarzać?! Ty mnie nękałeś i prześladowałeś! - warknęłam i chciałam wziąć pistolet, ale brunet złapał mnie za ramię.
- Uspokój się Alex. Wyrosłem już z tego. Nie chcę być już nikogo wrogiem - potarł moje ramię, próbując dodać mi otuchy.
- A gdzie jest Jai? - przymrużyłam oczy.
- W Wolverhampton. Chciałem go wziąć, ale nie chciał.
- Um. Okej - przytaknęłam.
- To jak? Dasz się wyciągnąć na kawę na wybaczenie?
- Niech ci będzie - fuknęłam i wyszłam wraz z Lukiem z magazynu.


Po dziesięciu minutach dotarliśmy do Starbucks'a. Luke poszedł zamówić nam napoje, a ja zajęłam nam stolik. Gdy brunet złożył zamówienie odnalazł nasz stolik i usiadł naprzeciwko mnie. Luke już otwierał ust, żeby coś powiedzieć, ale kelner zawołał nas po odbiór naszych zamówień. Chłopak wstał z krzesła i wziął z lady nasze zamówienia i wrócił do stolika. Podał mi moje, którym okazało się Frappuccino z podwójnym karmelem. Podziękowałam mu skinieniem głowy i wzięłam łyka kawy.
- Jak sobie radzisz? No wiesz ze śmiercią i ciążą? - zapytał, a ja prawie oplułam się kawą.
Co?!
- Skąd... Karen ci powiedziała? - przymrużyłam oczy, a on kiwnął głową.
- Cóż. Nie jest idealnie. Śmierć Liama nadal mnie przytłacza, a ciąża tego nie polepsza - odpowiedziałam szczerze.
- Rozumiem cię. Ja też nie jestem szczęśliwy utratą kuzyna, mimo, że nie dogadywaliśmy się najlepiej - wziął łyka swojej kawy.
- Jeszcze chwila i zacznę wierzyć, że jednak masz uczucia - zakpiłam, a on zmarszczył brwi.
- Bardzo śmieszne, Bieber - zaśmiał się sarkastycznie.
- Po nazwisku, to po pysku, Brooks - odgryzłam się, a on się zaśmiał.
- A jak tam u Justina? Jak zareagował na ciążę?
- Na początku jej nie zaakceptował, ale w końcu pogodził się z wiadomością, że jestem w ciąży. A jak u ciebie i Jaia?
- U mnie w miarę, z Jai'em już gorzej. Miał na prawdę bardzo mocne więzi z Liamem.
- W takim razie czemu się nie pojawiliście na pogrzebie?
- Chciałem jechać, ale Jai nie wychodził w ogóle z pokoju. Nie mogłem go samego zostawić. Chłopak na serio się załamał - odparł, a ja posmutniałam.
- Tak bardzo bym chciała go zobaczyć.
- Kto ci zabroni. Jak chcesz to możemy nawet dziś pojechać do Wolverhampton.
- Na prawdę zrobiłbyś to dla mnie? - ucieszyłam się wiadomością, że zobaczę się z Jai'em. Był dla mnie jak drugi, prawdziwy brat.
Zawsze mogłam do niego przyjść, jak miałam jakiś problem, a on mnie wysłuchiwał, pocieszał.
- Jasne, chodź - dopiliśmy kawy i wyszliśmy z kawiarni, kierując się w stronę mojego domu.
Szłam takim szybkim tempem, że prawie biegłam. Ludzie przechodzący obok nas, patrzyli się na mnie jak na wariatkę, ale mnie to jakoś nie obchodziło. Liczyło się tylko to, że spotkam mojego kochanego "braciszka". Szybkim krokiem wraz z Lukiem weszłam do środka domu.
- Justin! - wykrzyczałam szczęśliwa i podeszłam z brunetem do mojego brata, który aktualnie znajdował się z resztą w salonie.
- Co?
- Mogę jechać z Lukiem do Wolverhampton?
- Po co? - uniósł prawą brew do góry.
- Chcę się zobaczyć z Jai'em. Jest jeszcze w gorszym stanie niż ja. Proszę - skomlałam.
- No dobrze, ale któryś z chłopaków pojedzie z wami - odwrócił się do chłopaków. - Niall?
- Dlaczego zawsze wybierasz Nialla? Nie może tym razem jechać na przykład Harry?
- Nie! Niall pojedzie z wami. Ja i reszta mamy ważną rzecz do zrobienia - posłał mi porozumiewawcze spojrzenie.
- No dobrze.
- A na ile jedziecie?
- Na kilka dni. Powinniśmy wrócić w sobotę - odezwał się Luke.
- Ok. Idźcie się spakować - odezwał się Jus, a ja z pobiegłam do pokoju.
Wyciągnęłam z garderoby torbę i spakowałam do niej ciuchy, buty, kosmetyki oraz kilka par bielizny. Spakowana, uśmiechnęłam się do lustra, na garderobie i zbiegłam po schodach na parter, gdzie czekali na mnie Luke i Niall.
Pożegnałam się z chłopakami, najbardziej ściskając Justina i wyszłam z chłopakami z domu. Ruszyliśmy do tymczasowego domu Luke. Chłopak również szybko się spakował i wsiedliśmy do jego auta, wcześniej wkładając nasze torby do bagażnika. Luke odpalił auto i wyjechaliśmy na ulicę.
- No to trochę sobie poczekasz na spotkanie z Jai'em - zaśmiał się Luke, ponieważ z Londynu do Wolverhampton było dwie i pół godziny jazdy autem.
- Oh - westchnęłam i oparłam głowę o zagłówek i zamknęłam oczy, chcąc się zdrzemnąć.

- Alex, Alex, obudź się!! - ktoś zaczął mnie delikatnie szturchać.
Otworzyłam oczy i ostrożnie je przetarłam.
- Co się stało? - zapytałam zaspanym głosem.
- Dojechaliśmy - odparł Niall, a ja od razu się ożywiłam.
Wyskoczyłam z auta i od razu rzuciłam się do domu. Chłopaki zaczęli się ze mnie śmiać, ale miałam to gdzieś. Pociągnęłam za klamkę, a drzwi ustąpiły.
Weszłam do domu i już miałam się kierować do pokoju Jai'a, kiedy akurat chłopak wyszedł z salonu do hallu.
- Alex? - zapytał się zdziwiony, a już po chwili trzymał mnie mocno w objęciach.
- Jai - przytuliłam go jeszcze mocniej.
- Co tutaj robisz?
- Stęskniłam się za moim braciszkiem - zaśmiałam się i oderwałam się od chłopaka. - Jai poznaj Nialla, mojego przyjaciela, Niall, poznaj Jaia, mojego przyszywanego brata - przedstawiłam ich sobie, a oni przywitali się męskim uściskiem.
- Chodźcie do salonu - zaproponował Luke, a wszyscy przystaliśmy na jego pomysł.
- Gdzie ciocia Gina? - zapytałam po chwili.
- Wyjechała z Wolverhampton, do babci. Powinna wrócić za jakiś tydzień - odparł Jai.
- Oh, a jak u ciebie? Jak cię trzymasz?
- Jakoś próbuje sobie radzić, ale bardziej obchodzi mnie jak ty się trzymasz.
To przecież ty byłaś jego dziewczyną i to jego dziecko nosisz w brzuchu - mówiąc to spojrzał, na mój lekko zaokrąglony brzuch.
Czując się niekomfortowo, pociągnęłam bluzkę w dół.
- Oh - ponownie westchnęłam. - Jakoś sobie radzę. Ważne, że mam chłopaków - posłałam blondynowi uśmiech, który odwzajemnił.
- To się ciesze, że masz od nich wparcie - spojrzał przyjaźnie na Nialla.
- Staramy się - odparł Niall.
Nagle drzwi od domu się otworzył, a do środka szedł jakiś gość. Miał około dwudziestu trzech lat.
- Luke, Jai, macie coś o... - nie dokończył, wchodząc do salonu.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowieszczo. Przełknęłam ślinę, czując, że jego wizyta nie zakończy się przyjaźnie. 

4 komentarze: